
Pani Małgosiu, miałyśmy okazje się poznać kilka tygodni temu. Podczas spotkania przy okazji otwarcie nowego punktu Olejomatu na warszawskiej Woli zobaczyłam dziewczynę – Prezeskę pełna pasji, zaangażowania i otwartości i charyzmy.
Od najmłodszych lat interesuje się Pani motoryzacja. A to sport wymagający precyzji, szacunku i odpowiedzialności. Chciałabym zapytać czy i w jaki sposób Pani hobby wpłynęło na rozwój olejomatów?
Motorsport nauczył mnie wielu rzeczy, a między innymi precyzji, odpowiedzialności i pracy zespołowej. Na torze nie ma miejsca na „jakoś to będzie”. Każdy błąd ma konsekwencje — czasem kosztuje wynik, a czasem bezpieczeństwo całego zespołu. I dokładnie tak samo patrzę na Olejomaty. Pracujemy z odpadem, który – jeśli trafi do kanalizacji czy gleby – realnie szkodzi środowisku. Tu też każdy etap musi być dopracowany: od edukacji mieszkańców, przez logistykę, aż po finalne przetwarzanie.
Motorsport nauczył mnie także myśleć długofalowo. Wyścig to zawsze strategia: kiedy przyspieszyć, kiedy zjechać do pit-stopu, kiedy zachować cierpliwość. W Olejomatach jest podobnie — zmiana nawyków społecznych to maraton, nie sprint. Trzeba łączyć innowację z konsekwencją, a efekty przychodzą krok po kroku.
Bardzo ważna była też odwaga. W sporcie wielokrotnie stawałam w sytuacjach, w których łatwiej było odpuścić. Dzięki temu, zamiast mówić: „ktoś powinien się tym zająć”, przy Olejomatach powiedzieliśmy: „zróbmy to my”. Zbudujmy rozwiązanie, które będzie proste dla ludzi i jednocześnie realnie pomoże środowisku.
I wreszcie – zespół. W motorsporcie za jednym kierowcą stoi sztab ludzi: inżynierowie, mechanicy, analitycy. Sukces jest wspólny. W Olejomatach jest identycznie. To projekt, który łączy technologię, logistykę, edukację i odpowiedzialność. Sama nie zrobiłabym nic — to efekt pracy wielu osób, które wierzą, że można inaczej myśleć o odpadach.
Skąd się wziął pomysł na olejomaty?
Pomysł wyrósł z bardzo prostej obserwacji: w polskich domach litr po litrze wylewa się zużyty olej do zlewów. A my — jako EMKA — widzieliśmy od środka, jakie szkody to powoduje: zapchane instalacje, awarie kanalizacji, a przede wszystkim realne obciążenie dla środowiska.
W mojej rodzinie od zawsze panowało jedno podejście: nie marnujemy, szukamy rozwiązań i myślimy o przyszłości. Zrównoważony rozwój nigdy nie był modnym hasłem — raczej sposobem myślenia. Naturalne więc stało się pytanie: skoro mamy doświadczenie logistyczne i operacyjne, skoro codziennie obsługujemy tysiące punktów, to dlaczego nie wykorzystać tego potencjału do czegoś nowego?
Tak narodziła się idea, którą dziś nazywam „startupem w dojrzałej firmie”. Olejomat jest dokładnie tym: innowacją zbudowaną na stabilnych fundamentach.
A przyczynkiem była… moja teściowa. W pewien weekend nasz pies Bambi wpadł do kuchni umazany po pyszczek czymś tłustym. Spytałam, co się stało — i okazało się, że włożył nos do wiaderka z olejem, które moja teściowa zbierała, bo kiedyś zapchało jej się „kolanko” w zlewie. Wtedy pomyślałam: skoro w mojej rodzinie jest taki problem, to ile takich sytuacji dzieje się w Polsce każdego dnia?
Właśnie tam splotły się dwie rzeczy: realne zapotrzebowanie w domach oraz nasza chęć, by zagospodarować kolejny strumień odpadu w sposób mądry i bezpieczny.
Potem zaczęła się ciężka, bardzo techniczna praca: projektowanie maszyny, system butelek, aplikacja, procesy odbioru i weryfikacji. Krok po kroku stworzyliśmy rozwiązanie, które dziś działa w całej Polsce — i ciągle rośnie.
Dziś Olejomaty to nie tylko urządzenia. To edukacja, współpraca z miastami i partnerami biznesowymi oraz motywujący system nagród. Cieszę się, że projekt rozwija się dalej — m.in. dzięki współpracy z dużymi markami i mediami — bo to pokazuje, że ta idea ma sens.
Na ile sukces tego przedsięwzięcia to technologia a na ile edukacja ekologiczna?
Technologia jest ważna, ale sama w sobie nigdy nie zmienia świata. Jest narzędziem. Prawdziwy sukces buduje edukacja — czyli zrozumienie, dlaczego dany gest ma sens.
Kiedy ktoś wylewa olej do zlewu, robi to najczęściej nie z braku dobrej woli, ale z braku świadomości. Nie widzi, że z kilku kropel powstają ogromne zatory w kanalizacji, że rośnie koszt oczyszczania wody, że później wszyscy za to płacimy — również środowiskiem. Dlatego w Olejomatach zaczęliśmy od pytania: jak wytłumaczyć ludziom, że ta mała butelka naprawdę ma znaczenie?
I tu pojawia się edukacja — systemowa, przemyślana i prowadzona konsekwentnie. Rozwinęliśmy w firmie specjalną jednostkę edukacyjną, która działa w całej Polsce. W każdej lokalizacji, w której pojawia się Olejomat, prowadzimy prelekcje w szkołach i placówkach edukacyjnych. Tłumaczymy dzieciom i młodzieży, czym jest olej po smażeniu, co się z nim dzieje w kanalizacji oraz jak można go zamienić w wartościowy surowiec.
Dodatkowo stworzyliśmy program „Przekaż punkty szkole”. Uczniowie mogą przekazywać swoje punkty z aplikacji do wybranej placówki — a szkoła wymienia je później na nagrody edukacyjne. To genialnie działa na motywację najmłodszych. Dzieci stają się naszymi małymi ambasadorami — wracają do domu, tłumaczą rodzicom zasady zbiórki, pilnują, żeby oleju nie wylewać i pokazują, że można zrobić coś dobrego wspólnie.
Mamy też zespół ludzi, którzy na co dzień jeżdżą po Polsce, prowadzą spotkania, szkolenia i inspirują lokalne społeczności. Ich praca jest tak samo ważna, jak technologia w samej maszynie.
Technologia porządkuje proces — sprawia, że jest łatwo, bezpiecznie i transparentnie.
Ale serce projektu to edukacja: rozmowa, tłumaczenie, zaszczepianie nawyków.
I właśnie połączenie tych dwóch obszarów — innowacji i mądrej edukacji — sprawia, że Olejomaty działają nie tylko jako urządzenia, ale jako realna zmiana myślenia.
Jako pomysłodawczyni OIejomatów otrzymała Pani wiele nagród. Sam projekt także zyskał uznanie jako innowacyjny, proekologiczny (Innowator ESG 20205) i realizujący założenia gospodarki obiegu zamkniętego (GOZ). Czy zechciałaby Pani w kilku słowach opowiedzieć taki proces się odbywa?
GOZ w Olejomatach nie jest hasłem marketingowym, tylko realnym procesem. Zużyty olej spożywczy z gospodarstw domowych trafia do Olejomatu, następnie jest bezpiecznie transportowany i przetwarzany. Otrzymany surowiec staje się bazą do produkcji biopaliw lub innych produktów przemysłowych. To moment, w którym odpad przestaje być problemem, a staje się zasobem.
Ten proces wymaga kontroli jakości, logistyki, współpracy z partnerami technologicznymi i pełnej transparentności. Dlatego tak ważne są certyfikacje, nagrody i uznanie zewnętrzne – one potwierdzają, że system działa zgodnie z założeniami ESG i gospodarki obiegu zamkniętego. Dla mnie osobiście to dowód, że innowacje mogą być jednocześnie opłacalne, odpowiedzialne i skalowalne.
Pani Małgosiu chciałabym zapytać jeszcze o dalsze plany rozwoju produktu i firmy.
Chcemy rozwijać sieć Olejomatów w całej Polsce — tak, aby w każdym regionie dostęp do selektywnej zbiórki zużytego oleju był po prostu standardem. Równolegle poszerzamy funkcje aplikacji, bo widzimy, że to ona staje się dla mieszkańców „centrum dowodzenia” całego procesu.
Co ważne — chcemy współpracować nie tylko z jednostkami samorządu terytorialnego. Coraz częściej zapraszamy do projektu:
- świadomych przedsiębiorców,
- centra handlowe,
- firmy odpowiedzialne społecznie,
- organizacje, którym bliska jest gospodarka obiegu zamkniętego.
Wszędzie tam, gdzie pojawia się ruch ludzi i codzienne życie — tam możemy umieścić rozwiązanie, które pomaga środowisku.
Będziemy też konsekwentnie rozwijać aplikację. Pojawią się nowe moduły grywalizacji, które jeszcze mocniej motywują mieszkańców do regularnej zbiórki. Chcemy, żeby udział w projekcie był nie tylko korzystny, ale też… po prostu satysfakcjonujący i trochę „wciągający”.
Dołączają do nas kolejne marki o zasięgu ogólnopolskim — a to oznacza nowe nagrody, nowe akcje i większą rozpoznawalność idei. Równolegle pracujemy nad kolejnymi frakcjami problematycznych odpadów — wszędzie tam, gdzie domownik dziś nie ma prostego, legalnego i wygodnego rozwiązania.
Myślimy długofalowo: chcemy, żeby oddawanie oleju do Olejomatu stało się tak naturalne, jak segregacja szkła czy papieru. Żeby było nawykiem — i żeby stało się stabilnym, kolejnym filarem systemu recyklingu w Polsce.
Zechce Pani zdradzić jakie umiejętności pozwalają na łączenie stanowiska v-ce Prezeski, mamy i kobiety z pasja?
Kluczem jest organizacja i zespół — i świadomość, że nie muszę robić wszystkiego sama. Uczę się delegować, ufać ludziom i budować wokół siebie mądre struktury. Po drugie — mam bardzo jasny kompas wartości: rodzina, odpowiedzialność i rozwój. To pomaga mi wiedzieć, kiedy warto przyspieszyć, a kiedy świadomie zwolnić.
Często mówię o tym na swoich prelekcjach: każdy z nas realizuje się w kilku rolach społecznych jednocześnie. Dla mnie to rola mamy, menedżerki i kobiety, która ma pasję. I wiem, że gdyby któraś z tych ról została mi zabrana, po prostu nie byłabym sobą. Każda z nich jest elementem mojej tożsamości i daje mi poczucie sensu.
Motorsport jest moją odskocznią, ale też ogromną lekcją. Gdybym nie miała tej pasji, byłabym mniej odważna w decyzjach biznesowych, mniej radosna w codzienności. Tor uczy pokory, odpowiedzialności, szybkiej analizy — i to później naturalnie przekładam na pracę. A jednocześnie wiem, że dzięki temu mogę pokazywać moim córkom, że warto mieć marzenia i konsekwentnie do nich dążyć — ale jednocześnie twardo stąpać po ziemi, pracować, nie bać się wyzwań i dokańczać to, co się zaczyna.
Nie udaję też, że robię to wszystko sama. Ogromną rolę odgrywa wsparcie mojego męża. To partnerstwo — w domu i w życiu zawodowym — daje mi przestrzeń, żeby się rozwijać, podejmować ambitne projekty i jednocześnie być obecną mamą. Dzięki temu każda z moich ról może istnieć w harmonii, zamiast ze sobą konkurować.
I ostatnie pytanie: marzenia na 2026.
To trudne pytanie — bo mam głowę pełną planów, wyzwań i ambicji. W moim przypadku wiele rzeczy, które inni nazwaliby marzeniami, ja traktuję raczej jako kolejne cele do zrealizowania.
Jeśli jednak mam wybrać — to po pierwsze chciałabym, żebyśmy w tym roku podwoili liczbę Olejomatów w stosunku do roku poprzedniego. To byłby dla mnie bardzo czytelny sygnał, że projekt dojrzewa, że trafia do ludzi i że realnie zmieniamy nawyki. Chciałabym też, żeby zbiórka zużytego oleju przestała być „nowością”, a stała się czymś zupełnie naturalnym – jak segregacja szkła czy papieru. Żeby dzieci w szkołach mówiły o tym z dumą, jako o czymś oczywistym, a nie tylko ciekawostce.
A prywatnie? Chciałabym, żeby moje córki rosły zdrowe, ciekawe świata i żeby kiedyś, trochę później, mogły powiedzieć:
„Ale ta moja mama wymyśliła — i to miało sens”.
Sportowo — z racji na niedawny poród marzę też o szybkim powrocie do formy i do ścigania. Motorsport zawsze daje mi energię, uczy odwagi i dyscypliny. Wierzę, że to doświadczenie wciąż będzie mnie wzmacniać — również w decyzjach, które podejmuję zawodowo.
Jeśli uda mi się połączyć te rzeczy — rozwój projektu, obecność dla mojej rodziny i powrót do sportu — to będzie dla mnie największe spełnienie.
Rozmawiała Beata Witkowska