Zobacz również:

Ciemna strona zielonej rewolucji. Farmy OZE rajem dla złodziei

Kinga Nowakowska

Polska staje się jednym z liderów europejskiej transformacji energetycznej – na koniec 2025 roku odnawialne źródła energii po raz pierwszy w historii przekroczyły 50% mocy zainstalowanej w krajowym systemie elektroenergetycznym. Równolegle z tym sukcesem rośnie jednak zjawisko, o którym branża mówi zbyt cicho. Farmy fotowoltaiczne i wiatrowe stają się coraz atrakcyjniejszym celem dla zorganizowanych grup przestępczych.

Na koniec 2025 roku łączna moc zainstalowana OZE w Polsce wyniosła blisko 38 MW – trzykrotnie więcej niż jeszcze pięć lat temu. W najbliższych tygodniach rozpoczną się prace budowlane przy farmie Sidłowo w województwie zachodniopomorskim, która stanie się największą instalacją solarną w Europie. Wartość planowanych inwestycji w lądową energetykę wiatrową do 2040 roku szacuje się zaś na ponad 214 miliardów złotych.

„Farmy wiatrowe i fotowoltaiczne powstają z dala od miast, często bez stałej ochrony fizycznej. Dla zorganizowanych grup przestępczych to idealne warunki do działania. Widzimy, że przestępcy coraz lepiej rozumieją wartość infrastruktury OZE i coraz sprawniej ją wykorzystują” – mówi Kinga Nowakowska, dyrektor generalna BauWatch w Polsce.

Polska w centrum przestępczości

Polska jest już częścią europejskiej sieci przestępczości wymierzonej w sektor OZE. W ubiegłym roku doszło do zatrzymania grupy paserów, którzy skupowali skradzione panele fotowoltaiczne i maszyny budowlane z Francji, Hiszpanii i Niemiec – straty oszacowano na blisko 1,5 miliona euro. Uwadze złodziei nie umykają także farmy wiatrowe, a motorem tej przestępczości są rekordowe ceny miedzi. Złodzieje doskonale znają liczby, podobnie jak wiedzą, że farmy OZE są zazwyczaj oddalone od zabudowań i pozbawione całodobowego monitoringu. Skala zjawiska widoczna jest w całej Europie.

„W samej Wielkiej Brytanii od wiosny ubiegłego roku zaatakowano blisko 30 farm wiatrowych, a straty z kradzieży w ostatnich latach szacuje się na ponad 8 milionów euro. Jeden incydent kradzieży kabli z turbiny wiatrowej może kosztować inwestora ponad 100 000 euro, nie licząc przestoju w produkcji energii. W Polsce, gdzie budujemy dziesiątki nowych farm rocznie, skala potencjalnych strat jest ogromna” – podkreśla Kinga Nowakowska.

Największe luki w zabezpieczeniach

Szczególnie narażone są projekty w trakcie realizacji. Przez wiele miesięcy budowy na terenie inwestycji składowane są kosztowne komponenty, m.in. kable, transformatory, panele czy generatory, przy jednoczesnym braku stałej infrastruktury ochronnej. Odległe lokalizacje i ograniczone oświetlenie tworzą warunki, w których tradycyjne metody zabezpieczeń okazują się niewystarczające.

Odpowiedzią są mobilne systemy monitoringu, takie jak autonomiczne wieże wyposażone w inteligentne kamery zasilane energią słoneczną, które można rozstawić w dowolnym miejscu bez konieczności budowania stałej infrastruktury. Choć wykrywanie oparte na AI jest już standardem w nowoczesnych kamerach, systemy te idą o krok dalej, wykorzystując sztuczną inteligencję nie tylko do wykrywania ruchu, ale także do analizy wzorców zachowań i odróżniania realnych zagrożeń od niegroźnej aktywności. Dzięki temu mogą identyfikować nieuprawnione osoby w ciemności, uruchamiać alarm w ciągu kilku sekund i odstraszać przestępców jeszcze zanim dojdzie do próby kradzieży.

„Ochrona aktywów OZE to dziś element zarządzania ryzykiem. Ubezpieczyciele i finansujący coraz częściej pytają o zabezpieczenia już na etapie planowania finansowania. Obecność zabezpieczeń w postaci inteligentnego monitoringu potwierdza, że projekt jest zarządzany profesjonalnie” – podsumowuje Kinga Nowakowska.

Ekorynek TV