Drukuj

 woda

fot: pixaby.com

Prawie cała Holandia kilka metrów pod wodą, pacyficzne wyspy i państwa znikające z mapy, morskie plaże w Malborku i Szczecinie. Media są pełne katastroficznych scenariuszy. We współczesnych mediach straszenie powodziami i brakiem wody pitnej w tym samym zdaniu jest na porządku dziennym. W roztaczaniu katastroficznych wizji obowiązuje całkowita wolność, a autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swoje słowa. Z zalewu fantazji medialnych niezwykle trudno się dowiedzieć, jakie skutki globalnego ocieplenia naprawdę prognozują naukowcy.
 
Organizacją zajmującą się globalnymi zmianami klimatu jest powołany przez Organizację Narodów Zjednoczonych, Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC). Rolą organizacji jest przedstawienie obiektywnej, rzetelnej i naukowej informacji na temat globalnego ocieplenia, jego prognozowanych skutków oraz sposobów zapobiegania. W 2015 roku, organizacja zleciła przygotowanie raportu prognozującego skutki globalnego ocieplenia klimatu o 1,5°C w porównaniu z okresem przedprzemysłowym. Raport został opublikowany 8 października 2018 roku, przed konferencją COP24 w Katowicach. Pod uwagę wzięto ponad 6000 opracowań naukowych a w przygotowaniu raportu uczestniczyło 91 autorów z 40 krajów.
 
Raport wzywa do bardzo głębokiej redukcji emisji gazów cieplarnianych
 
Zgodnie z ustaleniami konferencji COP21, która odbyła się w Paryżu w 2016 roku, aby uniknąć katastrofalnych skutków związanych z globalnym ociepleniem, wzrost średniej globalnej temperatury w porównaniu z okresem przedprzemysłowym nie powinien być większy niż 1,5°C. Podstawowa teza raportu IPCC głosi, że osiągnięcie tego celu jest możliwe ale wymaga bardzo dużych zmian w stylu życia społeczeństw. Najważniejsza jest konieczność ogromnej redukcji emisji gazów cieplarnianych. W raporcie pojawia się postulat, aby do roku 2030 ograniczyć emisję o 45% w porównaniu z poziomem z roku 2010, co więcej, do roku 2050 całkowite emisje gazów cieplarnianych netto mają wynosić zero.
 
Co nam naprawdę grozi?
 
Ukazana w filmie „Wodny Świat” w reżyserii Kevina Costnera i Kevina Reynoldsa, wizja ostatnich żyjących ludzi poszukujących stałego lądu po tym jak Ziemia po stopieniu lodowców zamieniła się w globalny ocean, od dawna rozpala wyobraźnię. Na szczęście ma niewiele wspólnego z rzeczywistymi przewidywaniami naukowców. Zatopienie Himalajów czy choćby Bieszczad w wyniku globalnego ocieplenia jest absolutnie niemożliwe. Nie oznacza to jednak, że możemy spać spokojnie. W przypadku wzrostu średniej globalnej temperatury o 1,5° poziom mórz, ma wzrosnąć do 2100 roku o 0,26 do 0,77 metra w porównaniu z poziomem z lat 1986-2005. W przypadku wzrostu temperatury o 2°, do tych liczb należy dodać jeszcze 10 cm.
 
Globalne ocieplenie może też prowadzić do zwiększonego ryzyka dla zdrowia publicznego, bezpieczeństwa żywnościowego, zasobów słodkiej wody, bezpieczeństwa ludzkości i wzrostu gospodarczego. Grozi nam spadek wielkości i wartości odżywczej plonów, możliwe jest zwiększone zagrożenie chorobami zwierząt gospodarczych. W tych obszarach jednak trudno o wiarygodne, szczegółowe prognozy.
 
Jeżeli ograniczymy globalne ocieplenie do 1,5°C, negatywne skutki przed 2050 rokiem odczuje o kilkaset milionów osób mniej, niż wtedy gdy klimat ociepli się o 2°C.
 
W przypadku wzrostu temperatury o 1,5 lub 2 stopnie, odpowiednio prognozowany jest spadek wielkości połowów morskich o 1,5 lub 3 miliony ton. Przy ociepleniu klimatu o 2°, spośród przebadanych 105 000 gatunków, 18% owadów, 16% roślin i 8% kręgowców może stracić połowę swojego zasięgu geograficznego. Grozi nam też zmiana typu ekosystemu na znacznych obszarach. Zmiany mogą objąć 4% obszarów lądowych przy ociepleniu o 1,5° lub nawet 13% przy ociepleniu o 2%.
 
Jak ograniczyć wzrost temperatury do 1,5°C
 
Według raportu IPCC, podjęte przez poszczególne państwa zobowiązania redukcji emisji gazów cieplarnianych nie wystarczą do ograniczenia wzrostu globalnej temperatury do 1,5°. Nawet zakładając, że ustalenia konferencji w Paryżu zostaną zrealizowane, średnia globalna temperatura może wzrosnąć o 3° przed rokiem 2100.
Uczeni rozważają różne drogi ograniczenia wzrostu globalnej temperatury do 1,5°. Panuje przekonanie o konieczności szybkiej dekarbonizacji, zeroemisyjnej produkcji energii i przejścia na jej odnawialne źródła. Uczeni postulują elektryfikację transportu, zmiany w zakresie hodowli zwierząt, poprawę efektywności energetycznej przez zmiany w infrastrukturze miast, zwiększenie ilości obszarów zalesionych.
 
Geoinżynieria i technologie negatywnej emisji
 
Uczeni proponują na przykład usuwanie dwutlenku węgla z atmosfery poprzez jego odzyskiwanie z biomasy i składowanie w podziemnych magazynach. Technologia BECCS jest już stosowana na niewielką skalę, zakłada usuwanie dwutlenku węgla z atmosfery poprzez masową uprawę roślin. Spalanie powstałej biomasy może zapewnić energię a powstały przy jej produkcji dwutlenek węgla byłby odzyskiwany, skraplany i przechowywany w podziemnych formacjach geologicznych. Technologia ta jest co najmniej kontrowersyjna, krytycy wskazują na konieczność zajęcia znacznych obszarów pod uprawy, co może zwiększać koszt ziemi uprawnej a tym samym produkcji żywności, nie wiadomo też, czy można stworzyć szczelne podziemne magazyny.
 
Innymi metodami oddziaływania na klimat są technologie SRM (Solar Radiation Management). Dzięki nim można zmniejszyć ilość promieniowania słonecznego, jakie dociera do powierzchni Ziemi, poprzez rozpylenie różnych substancji w atmosferze.
 
Zaletą tych technologii jest ich niewielki koszt, z pewnością znikomy w porównaniu z aktualnymi kosztami polityki klimatycznej, które, jak udowadniają ostanie negocjacje podczas COP24 w Katowicach są ogromne i stanowią olbrzymią barierę dla wielu państw. Nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu, że trwa wyścig , w którym uczeni cały czas próbują niwelować negatywny wpływ człowieka na nasze otoczenie w sposób mniej lub bardziej odpowiedzialny. Nie zmienia to faktu, że prawdopodobnie w niedalekiej przyszłości będziemy musieli rozstrzygnąć czy potrafimy i czy chcemy manipulować naszym klimatem.  

  Mateusz Banaszak