ecocarJuż niedługo z samochodów będziemy mogli korzystać w taki sam sposób, jak z publicznych rowerów Veturilo.
Warszawa planuje uruchomienie systemu wypożyczalni publicznego samochodu, który byłby niewielkim, miejskim pojazdem, najprawdopodobniej elektrycznym, wypożyczanym na krótki czas i bez zbędnych formalności. Takie auto mogłoby mieć przywileje, jakie teraz zarezerwowane są dla publicznego transportu – np. poruszania się po buspasach czy wjazdu na ulice zamknięte dla prywatnych samochodów.

- Na początku maja ma być gotowa zlecona przez ratusz analiza dotycząca możliwości jego wdrożenia w Warszawie - zapowiedziało na początku marca kierownictwo stołecznego Zarządu Transportu Miejskiego (ZTM). Opracowanie takiej analizy zostało zlecone krakowskiemu Stowarzyszeniu Inżynierów i Techników Komunikacji. Eksperci mają pokazać przykłady podobnych systemów samochodu publicznego funkcjonujących w innych krajach, a także przedstawić możliwości wprowadzenia podobnego rozwiązania w Warszawie z uwzględnieniem jego zasięgu. Analiza ma także przedstawić możliwości i skutki uprzywilejowania aut publicznych w stołecznym ruchu, a także prognozę co do ewentualnego ich wpływu na liczbę samochodów prywatnych.

- W tej chwili widać, że zainteresowanie wdrożeniem takiego systemu jest duże, ale z jakimikolwiek rozmowami z firmami prywatnymi wstrzymujemy się do czasu zakończenia opracowania - powiedział Łukasz Puchalski, dyrektor inwestycji w ZTM. Jest on równocześnie pełnomocnikiem prezydenta Warszawy ds. komunikacji rowerowej, odpowiadającym za system Veturilo. To właśnie wielkie powodzenie warszawskiego roweru miejskiego, mającego już ponad 150 tys. użytkowników, stanowiło inspirację do wprowadzenia podobnej zasady udostępniania mieszkańcom samochodów.

Publiczny samochód miałby wiele zalet. Pierwszym atutem jest ekologia: do poruszania się w mieście na krótkich trasach wystarczy niewielkie auto z silnikiem o małej pojemności, a więc oszczędne i emitujące znacznie mniej CO2 niż auta klasy średniej czy najpopularniejsze samochody klasy kompakt. Gdyby to był samochód elektryczny, emisja byłaby zerowa, oszczędności kosztowe na przejechanie kilometra jeszcze większe, a dodatkowym atutem byłaby redukcja hałasu do minimum. Kolejny zysk to ograniczenie liczby miejsc do parkowania. Auta publiczne byłyby w ciągłym użyciu, a zwolnione przez redukcję liczby samochodów prywatnych miejsca parkingowe dałoby się wykorzystać do innych celów, np. poszerzania ciągów pieszych i tworzenia spacerowych deptaków. Wiele osób nie potrzebuje jeździć samochodem codziennie, bo docierają do pracy także komunikacją zbiorową, a nawet rowerem. Spora część mieszkańców używa swoich samochodów tylko przy wyjazdach na zakupy. Dla tej grupy osób miejskie auto publiczne byłoby doskonałym rozwiązaniem.

Na temat wprowadzenia publicznego samochodu na ulice rozmawia z władzami Warszawy Mercedes. Niemiecki producent samochodów chciałby uruchomić w stolicy system Car2go, który od kilku lat z powodzeniem działa w 25 miastach na całym świecie i ma przeszło pół miliona użytkowników.

– Jeżeli wszystko dobrze pójdzie, to możliwe że usługę Car2go wprowadzimy jeszcze w tym roku. Samochody Smart będzie można zlokalizować za pomocą aplikacji na smartfona, wypożyczyć bez żadnych formalności i zostawić gdziekolwiek – zapowiada Ewa Łabno-Fałęcka, rzecznik Mercedes-Benz Polska.

Smart na minuty

Według agencji Newseria, usługa polegająca na krótkoterminowym wynajmie konwencjonalnych lub elektrycznych samochodów miejskich zyskuje na popularności na całym świecie. Jak wynika z badań amerykańskiego think-tanku Navigant Research, w połowie 2013 roku na całym świecie było ok. 2,3 mln użytkowników takich systemów. Badacze przewidują, że do 2020 roku ich liczba wzrośnie do 12 mln.

Car2go jest spółką należąca w całości do koncernu Daimler AG, właściciela Mercedesa. Opłaty naliczane są co minutę i pozwalają na wynajem auta na trasę w jedną stronę. Największy oddział Car2go znajduje się w Berlinie, gdzie w systemie jeździ ok. 1,2 tys. pojazdów. Ale po raz pierwszy projekt ruszył w 2008 roku w niemieckim 120-tysięcznym Ulm. Do dyspozycji chętnych oddano 200 samochodów Smart Fortwo. Założenie było takie, by znalezienie wolnego auta nie zabierało więcej niż kilka minut. Ich rozmieszczaniem zajmowała się specjalna ekipa, która dbała także o sprawność i czystość pojazdów, tankowanie itd. Korzystanie z aut okazało się banalnie proste. Po zarejestrowaniu się w systemie Car2go klient otrzymywał elektroniczny chip dołączony do jego prawa jazdy. Wystarczyło znaleźć gdziekolwiek wolnego Smarta, przytrzymać prawo jazdy na wysokości czytnika umieszczonego za szybą auta, wsiąść i wprowadzić swój numer PIN, po czym odjechać.

Prostota systemu sprawiła, że szybko dołączały do niego kolejne miasta. W minutową opłatę (19 centów) włączono wszystkie koszty związane z eksploatacją. Żadnych dodatkowych opłat za przejechane kilometry, żadnych opłat za przystąpienie do systemu. Atutem okazał się także samochód. Jak podaje Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar, Smart zaraz po pojawieniu się na rynku w 2007 roku zaczął uosabiać wizję mobilności XXI wieku. Z niewielkimi wymiarami, dwumiejscowy, idealnie wpasował się w rolę miejskiego samochodu publicznego.

Chętnych coraz więcej

System Car2go szybko przyjął się w San Diego w USA, gdzie zaczął działać w 2011 roku. Było to drugie po Amsterdamie miasto z wypożyczalniami Smartów, w ciągu pierwszych stu dni w systemie zarejestrowało się ponad 6 tys. osób. Skorzystały z 25 tys. jazd na średnim dystansie nie przekraczającym 16 kilometrów w czasie do 30 minut. Dziś car2go działa m.in. w Dusseldorfie, Hamburgu, Amsterdamie, Lyonie, Wiedniu, ponadto w kanadyjskim Vancouver oraz w Austin, Portland, i Waszyngtonie. Floty znajdują się na terenie całych miast i są dostępne na żądanie lub na zamówienie z 24 godzinnym wyprzedzeniem. Zarejestrowane w systemie osoby mogą korzystać z pojazdu, tak długo jak im się podoba, bez konieczności określania czasu powrotu lub lokalizacji powrotu.

Podobnych systemów krótkoterminowego wypożyczania samochodów będzie w przyszłości coraz więcej. W końcu 2011 roku system publicznego samochodu Autolib uruchomiono w Paryżu. Założonym celem systemu było ograniczenie ruchu samochodów prywatnych o ponad 22 tys., zwiększenie liczby wolnych miejsc parkingowych o 18 tys. oraz redukcja emisji zanieczyszczeń i hałasu. Obecnie flotę aut tworzy 3 tys. elektrycznych, trzydrzwiowych pojazdów Bolloré Bluecar. W mieście znajduje się 4 tys. punktów ładowania. System opłat oparty jest o wykupienie członkostwa rocznego, tygodniowego lub dobowego. W zależności od wyboru jednej z nich, naliczane są opłaty za każde pół godziny korzystania z samochodu. W 2013 roku, tj. w dwa lata po uruchomieniu systemu, zarejestrowanych było w nim przeszło 100 tysięcy użytkowników.

Rozwijające się systemy samochodu publicznego mogą przyspieszyć rozwój rynku samochodów elektrycznych. Do niedawna sprzedaż tych najbardziej ekologicznych aut mocno kulała. Barierą dla zwiększenia popytu okazywały się wysokie ceny, a także mała funkcjonalność pojazdów, ograniczana przede wszystkim niewielkim zasięgiem oraz słabo rozwiniętą infrastrukturą ładowania. Jedno i drugie zaczęło się ostatnio zmieniać.

Będzie elektryczne przyspieszenie?

Globalna firma analityczna Frost & Sullivan odnotowała w ubiegłym roku 18-procentowe obniżki cen samochodów zasilanych wyłącznie bateriami w porównaniu do roku 2012 w przypadku najbardziej popularnych modeli. Z kolei w tym roku na rynek wchodzi około 15 nowych modeli, które zmuszą producentów do jeszcze bardziej agresywnej walki o klienta.

- Uruchomienie sprzedaży takich modeli jak BMW i8, Tesla Model S, Audi R8 i Q7, Porsche 918 Spyder, i Mercedes SLS AMG ECell, zaostrzy konkurencję na globalnym rynku i będzie powodować dalszy spadek cen – twierdzą analitycy F&S. Sprzedaż w Europie będzie także stymulować zaostrzanie przepisów dotyczących emisji spalin. Jeśli liczba aut zeroemisyjnych nie zwiększy się drastycznie, emisja nie osiągnie zalecanego poziomu. Ponadto rządy wielu państw przygotowały programy motywacyjne dla użytkowników samochodów elektrycznych. Liderem jest tu Skandynawia, a w szczególności Norwegia, gdzie stopień penetracji rynku motoryzacyjnego przez samochody elektryczne stopniowo wzrasta.

Jesienią ubiegłego roku elektryczna Tesla S znalazła się nawet na czele rankingu najchętniej kupowanych samochodów w Norwegii, a dzięki niej udział aut elektrycznych w łącznej sprzedaży osiągnął we wrześniu niebywały poziom 8,6 proc. Co ciekawe, Tesla S w niczym nie przypomina typowego wizerunku samochodu na prąd. Auto o ekskluzywnym charakterze, z karoserią typu liftback, rozpieszcza luksusowo wyposażonym wnętrzem. Kierowcę wita tapicerka z alcantary, karbonowe wstawki na desce rozdzielczej, potężny ekran wyświetlacza w technologii TFT. Do tego komfortowe siedzenia, supernowoczesne rozwiązania z zakresu bezpieczeństwa, aktywne zawieszenie. Ale najważniejsze jest dopiero pod karoserią. W pełni elektryczny silnik napędza tylną oś, zaś samochód w najmocniejszej wersji – 85 kWh Performance - potrafi przyspieszyć do „setki” w niecałe 4,5 sekundy. To niesamowite przyspieszenie jest zresztą domeną wszystkich odmian samochodu. W najtańszej Tesli z silnikiem o mocy 40kWh wskaźniki prędkościomierza pokazują setkę po zaledwie 6,5 sekundy.

W takich samochodach ważniejszy od przyspieszenia jest jednak zasięg. I tutaj Tesla pokazuje, co potrafi. Jeśli w zdecydowanej większości samochodów elektrycznych maksymalny dystans do pokonania przy pełnych bateriach nie przekracza stu kilometrów, Tesla przejeżdża zdecydowanie więcej. Wersja 40 kWh pozwala pokonać ponad 250 kilometrów, wersja 60 kWh -  już 370 kilometrów, natomiast odmiany 85 kWh oraz 85 kWh Performance – przeszło 480 kilometrów.

Radosław Brzeziński